Pudle i frytki

Pudle i frytki, Pija Lindenbaum, przekład Katarzyna Skalska, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2017, ISBN: 978-83-7776-151-9

Dzisiaj książka znanej i lubianej Piji Lindenbaum. Temat nietypowy dla autorki,  aktualny, zaangażowany społecznie, ale wielbiciele jej stylu nie będą zawiedzeni. Lindenbaum porusza problem uchodźstwa bez sentymentalizmu, wielkich słów i taniego grania na emocjach.

Trzy psy Ulisa, Ludek i Katka żyją sobie w kraju, gdzie niczego im nie brakuje – mają mały domek z basenem, ziemniaki i ukochanego szczeniaka. Ale z dnia na dzień wszystko się zmienia:

Wszystkie deski się skończyły.

Cukierki skończyły się już dawno.

I wszystkie piłki się skończyły.

I skończyły się plastry, gdyby ktoś się skaleczył.

Kiedy zostaje tylko jeden ziemniak, a basen ktoś niszczy wrzucając do niego wielki głaz, bohaterowie postanawiają znaleźć nowe miejsce, gdzie będzie można spokojnie i bezpiecznie żyć. Opuszczają swój kraj z ciężkim sercem, ale  to jedyny sposób, by ratować życie. Pakują do łódki tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nawet szczoteczki do zębów muszą zostawić. Wydaje się, że szczeniaczek też będzie musiał zostać.

Nie możemy go zabrać, bo utoniemy.

Podróż jest bardzo trudna i niebezpieczna. Na morzu szaleje sztorm.  Żeby nie utonąć, psy pozbywają się jedynej walizki, w której mają piżamy i portfel. Gdy kończy im się benzyna przez wiele dni i nocy wiosłują własnymi łapkami. U kresu sił docierają do brzegu (szczeniak ledwo przeżył podróż).

Witają ich dwa przyjazne pudle. Pomagają im się rozgrzać i zapewniają, ze w ich kraju „ziemniaki rosną, że hej”. Mali słuchacze są przekonani, że skoro psom udało się dopłynąć do brzegu, to już będzie wszystko dobrze. Niestety na wyspie mieszka jeszcze trzeci (bardzo elegancko przystrzyżony) pudel, który zwraca uwagę kompanów na inny wygląd przybyszów (Widzieliście jakie oni mają śmieszne paski?!) i nie zamierza podzielić się jedzeniem ani dachem nad głową

Co? Będziecie rozdawać nasze jedzenie? Nie zostanie nic dla nas!

Jak się ma taki długi dom, to chce się mieć spokój. Więcej psów nam nie potrzeba.

Musi upłynąć trochę czasu, żeby bohaterom udało się przełamać niechęć wrogiego pudla, ale ostatnia ilustracja daje nadzieję: Ulisa, Ludek i Katka pokazują pudlom jak wybudować basen a pudle mierzą ich paski…

Pija Lindenbaum jest znana z genialnego pokazywania dziecięcego sposobu myślenia i postrzegania świata. W książce „Pudle i frytki” po raz kolejny udowodniła, że świetnie rozumie dzieci i potrafi się z nimi komunikować w ich języku. Autorka porusza trudny temat uchodźców w bardzo przystępny i zrozumiały dla dzieci sposób. Osiąga to nie tylko dzięki krótkiemu i prostemu tekstowi i ilustracjom dopowiadającym historię, ale również dzięki odwoływaniu się do doświadczeń bliskich dzieciom. Jak można lepiej  uzmysłowić dzieciom konieczność opuszczenia kraju niż pokazując, że brakuje tam plastrów i cukierków?  Jak prościej i celniej oddać dramatyczne wybory uchodźców niż na przykładzie pozostawionego na brzegu szczeniaka?  Autorka zadbała też o to, żeby dramatyczne wydarzenia zostały zrównoważone sytuacjami zabawnymi, wręcz groteskowymi (szczeniak przewrócony łaskotkami do życia). Widać tu  rzadkie połączenie szacunku dla intelektu dziecka z wielką delikatność dla jego emocji.

W innych pozycjach na temat uchodźstwa („Teraz tu jest nasz dom”, „Chłopiec z Lampedusy”, „Kot Karima”) mogliśmy się domyślać, jakiej narodowości są bohaterowie, skąd, dokąd i przed czym uciekają. Tutaj nie mamy odniesień do konkretnych wydarzeń. Paralele z kryzysem uchodźczym są jasne, ale dzięki ubraniu problemu w bajkowy kostium przekaz jest nienachalny, a książka ma bardziej uniwersalny przekaz. Można ją odczytywać ogólnie, jako opowieść o byciu obcym, otwartości na inność, uprzedzeniach, lęku przed nieznanym, czy po prostu wyciąganiu ręki do potrzebującego (nawet jeżeli ma dziwny pasek).

Uczynienie bohaterami zwierzęta zwiększa siłę oddziaływania historii. Dzieci łatwo utożsamiają się z kundelkami i znacznie lepiej przyswajają lekcję, którą chciała przekazać im autorka. Zresztą „lekcja” to złe słowo, bo Lindenbaum nie ocenia i nie narzuca  swoich opinii. Pozwala małym czytelnikom samym wyciągnąć wnioski.

Historia Ulisy, Ludka i Katki nie kończy się hollywoodzkim happy endem (w końcu w tym kraju nie ma cukierków). Autorka pozostawia  przestrzeń dla rodziców na kontynuowanie tematu w sposób, który uznają za najwłaściwszy dla swojego dziecka.

Ten sam problem poruszają:

Wędrówka Nabu

Podróż”

Hebanowe serce

 „Kot, który zgubił swój dom

PODOBNE POSTY

Brak komentarzy