O chłopcach bez stereotypów

Społeczne wymagania wobec chłopców są jasno określone: chłopiec ma być silny, wysportowany, odważny, brać udział w bójkach, grać w piłkę nożną, interesować się wojną itd. Wydaje się też, że schematy zachowań dotyczące chłopców są bardziej trwałe i nienaruszalne niż te, dotyczące dziewczynek, a działania mające na celu zmianę stereotypowego wizerunek chłopców napotykają na większy opór. Największą niechęć budzą w tatusiach, którym trudno zmienić wdrukowany im w dzieciństwie obraz „prawdziwego mężczyzny”.  Ale, co mnie bardzo zdziwiło, również wiele mam podchodzi z rezerwą do tych zmian. O ile mamusie przyklaskują książkom mającym na celu przeciwdziałanie stereotypizacji  płciowej dziewczynek, książkom pokazującym, że bycie  księżniczką w różowej sukience czekającą na rycerza na białym koniu, to nie jedyna słuszna droga dla ich córek, to na chłopca z lalką w wózku wzruszają ramionami i wzdychają „gdzie te chłopy” (podpatrzone na placyku zabaw). Dziewczynka, która wspina się na drzewa, chodzi na karate i chce zostać policjantką jest ceniona za niezależne myślenie i silny charakter, natomiast chłopców uciekających od stereotypowych ról społecznych traktuje się nadal z podejrzliwością.

Poznajcie trzech asertywnych chłopców, którzy mieli odwagę być inni, podążać własną drogą, chociaż była to droga pod prąd, i którzy, wbrew presji otoczenia, pozostali sobą.

Opowieść o generale Tomaszku, który nie chciał pójść na wojnę, Isa Tutino Vercelloni (tekst i ilustracje), przekład (bardzo dobra robota) Anna  Chociej, Wydawnictwo Bona, Kraków 2012, ISBN: 978-83-62836-23-9

IMG_0093-22Autorka napisała „Opowieść” pod wpływem swoich wojennych doświadczeń i zawarła w niej    pacyfistyczne przesłanie, ale dla mnie to przede wszystkim książka o przedkładaniu rodzinnej tradycji czy oczekiwań społecznych nad szczęście dziecka, ignorowaniu prawdziwych potrzeb dzieci, nie szanowaniu ich indywidualności i wyborów.

Mały Tomaszek wychowuje się w rodzinie o silnych wojskowych tradycjach, w której każdy mężczyzna nosił mundur i mógł pochwalić się wieloma bohaterskimi czynami:

 „[…] w domu rósł z dziadkiem (bez rangi) co walczył w Anglii, kuzynem mamy, żołnierzem znanym, co był w turbanie w Afganistanie, stryjem lotnikiem, nie bez fantazji, który się chwałą okrył gdzieś w Azji i świadomością, że przodek taty przeżył nie jedną, lecz dwie krucjaty.”

I dla Tomaszka rodzina zaplanowała świetlaną przyszłość generała. Chłopca o zdanie oczywiście nikt nie zapytał. A Tomaszek  do armii wcale się nie pali. Uważa, że wojna jest zła, nie lubi nawet bawić się w wojsko. Ulegając  naciskom rodziny  idzie do szkoły wojskowej, ale na każdym kroku zawodzi oczekiwania krewnych. Nie przykłada się do nauki, z trudem zalicza „broniologię” i „rakietyzm”,  miga się od udziału w wojnach:

„bo każdy uczeń był już na wojnie i tylko Tomasz – mimo upomnień – nie chciał udziału wziąć w ani jednej, co się odbiło na jego średniej.”

Chłopiec wprawdzie kończy akademię wojskową, ale mimo presji ze strony rodziny i kolegów, pozostaje wierny swoimi pacyfistycznymi przekonaniami. Tomaszek zostaje mianowany pokojowym generałem i dowodzi specjalnym batalionem

 „co nie nosi żadnej broni, ale z dziećmi piłkę goni i ma zawsze dla przegranych stosy pączków nadziewanych. Nie uzbroją żadnej miny ale stroją śmieszne miny”.

Książka jest świetnie napisana i przetłumaczona. Wielkie brawa dla tłumaczki. Znajdziemy tu wiele gier słownych i słówek, które mogą być nieznane przedszkolakom (np. krucjata, pociotek, dziekan, modystka), więc można ją również wykorzystać do poszerzania słownictwa dziecka.

Ilustracje są proste a czcionka stylizowana na telegramy albo wojskowe depesze.

Czy jesteś tchórzem, Albercie?,  Gunilla Bergström (tekst i ilustracje), przekład Katarzyna Skalska, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2014, ISBN: 978-83-7776-062-8

IMG_0110-2Albert chodzi do zerówki i bardzo nie lubi przemocy. Gdy w przedszkolu albo na podwórku dzieci się biją, Albert po prostu odchodzi, a kiedy ktoś go zaczepia, chłopiec od razu się poddaje. Dzieci myślą, że Albert jest słabeuszem. Ale to nieprawda. Albert jest silny i potrafi nosić ciężkie zakupy. Dzieci myślą, że Albert nie potrafi się bić. Ale to też nieprawda, bo tato nauczył go różnych chwytów (chociaż chłopiec nawet takich zabaw nie lubi). Przyczyną  unikania bójek nie jest obawa przed zniszczeniem ubrania (jak myśl babcia). Chłopiec nie jest też wcale przesadnie spokojny czy grzeczny, ale konsekwentnie nie wdaje się w żadne bójki. Kiedy do zerówki przychodzą nowi, skorzy do przepychanek, koledzy i zaczepiają Alberta, chłopiec mówi spokojnie, przy wszystkich dzieciach, że on się nie bije, bo się boi i wraca do budowy drewnianego domku.  Czy to znaczy, że Albert jest tchórzem? Nawet przedszkolne rozrabiaki rozumieją, że trzeba być naprawdę odważnym, żeby przyznać się do swoich słabości i, wbrew oczekiwaniom ze strony kolegów i taty, pozostać w zgodzie ze sobą.

 „ – Ty… – zaczyna jeden z nich – ten mały, Albert… Odważny jest, co? Żeby tak po prostu powiedzieć, że boi się bić?”

– No.. – zgadza się ten drugi. – Trzeba mieć odwagę, żeby się do tego przyznać.”

Różowa walizka,  Susie Morgenstern, przekład Iwona Janczy, ilustracje Serge Bloch, Wydawnictwo Adamada, Gdańsk 2017, ISBN: 978-83-7420-863-5

IMG_0560-2Cała rodzina z niecierpliwością oczekuje na narodziny Benia, a kiedy chłopiec wreszcie pojawia się na świecie wszyscy chcą dać mu coś wyjątkowego. Najoryginalniejszy prezent przynosi babcia. Jest to walizka we wściekle różowym kolorze. Mama Benia jest oburzona. To niedopuszczalne! Kto to widział, żeby obdarowywać chłopca różową walizką?! Ale to właśnie walizka przypada chłopcu najbardziej do gustu i staje się jego ulubioną zabawką. Mama wiele razy próbuje schować walizkę do szafy a nawet wynieść ją do piwnicy, ale syn uparcie domaga się jej zwrotu. Chłopiec rośnie a walizka stale mu towarzyszy. Jest jego łóżkiem, garażem dla samochodów, stołem na przyjęcia dla lalek, bębnem, chodzikiem, wyścigówką… nawet szkolnym tornistrem! Beniamin zabiera ją ze sobą na studia i kiedy wyprowadzał się do własnego mieszkania.

Mały Benio bawił się walizką, bo mu się po prostu podobała i nie zdawał sobie sprawy, że społeczeństwo „zarezerwowało” kolor różowy dla dziewczynek. To każe się zastanowić, na ile chłopcy mają miłość do piłki i niechęć do lalek w genach a na ile to my (rodzice, społeczeństwo) narzucamy im, co ma im się podobać, a co w żadnym razie podobać im się nie może. Gdy Benio dorósł, musiał stawić czoła stereotypom, ale mimo dezaprobaty ze strony najbliższych i docinków kolegów, pozostał wierny swoim upodobaniom.

Czytałam na internetowych forach, że część mam ma wątpliwości, czy książka pokazując na prawie każdej stronie oburzenie wywołane kolorem walizki, nie odniesie skutku odwrotnego do zamierzonego i nie wzbudzi w dzieciach przekonania, że w posiadaniu przez chłopca różowej walizki jest rzeczywiście coś niewłaściwego. Gdyby dało się całkowicie uchronić dzieci przed pokutującymi w społeczeństwie stereotypami związanymi z płcią, to rzeczywiście nie było by sensu zapoznawania z nimi dzieci. Moim zdaniem nie jest to możliwe. Dzieci prędzej czy później (prawdopodobnie z chwilą przekroczenia progu przedszkola) spotkają się ze stereotypami i lepiej je na to przygotować i uodpornić.

PODOBNE POSTY

Brak komentarzy