Wszędzie i we wszystkim

Wszędzie i we wszystkim, Pimm van Hest, przekład Magdalena Stonawska, ilustracje Sassafras De Bruyn, Wydawnictwo Cojanato, 2019, ISBN: 978-83-63860-27-1

Mama małej Yolandy umarła. Ze wstępu dowiadujemy się, że zmarła nagle i że córka była obecna przy jej śmierci. Dalsza część książki jest poświęcona poszukiwaniu przez dziewczynkę odpowiedzi na pytanie, gdzie teraz jest jej mama, dokąd odeszła. Yolanda wie, że dorośli nie lubią rozmawiać o śmierci, ale ona bardzo tęskni za mamą i musi ją odnaleźć. Zwłaszcza, że usłyszała słowa „Jeśli mnie poszukasz skarbie, to mnie znajdziesz”. Bohaterka zaczyna rozmawiać o zmarłej  z członkami rodziny i innymi osobami, które znały mamę. Wszyscy przywołują wspomnienia wspólnych chwil,  opowiadają, z czym kojarzy im się mama Yolandy i co im o niej przypomina. Dla czteroletniego braciszka Yolandy mama jest misiem. Tata czuje jej obecność w domowych przedmiotach „kubku, któremu przykleiła uszko”, „fotelu, w którym lubiła siedzieć”. Ciocia Krysia mówi, że jej siostra żyje we wspomnieniach i opowieściach. Przyjaciółka mamy czuje jej obecność na plaży, na którą lubiły razem chodzić. Babcia widzi swoją córkę w Yolandzie a dziadek w przyrodzie…

Dzięki tym rozmowom dziewczynka czuje się mniej osamotniona i zyskuje kojące przekonanie, że mama umarła, ale nie odeszła. Tak naprawdę jest „wszędzie i we wszystkim”. Jest gwiazdą, która świeci dla Yolandy, pluszowym królikiem, różą, którą zasadziła, wiatrem. Jest w swoim płaszczu, w obrazku, który namalowała i w snach córki. Dziewczynka zaczyna czuć jej obecność.

Bardzo istotne jest zwrócenie uwagi opiekunów na konieczność rozmowy z dzieckiem o tym, co się stało. Opowiadanie o swojej stracie, dzielenie się z bliskimi swoim bólem i tęsknotą, może być dla dziecka ważnym elementem terapii. Rozmowa pomaga też uwolnić emocje, co stanowi niezbędny krok w procesie żałoby.

Dorośli, którym pokazywałam „Wszędzie i we wszystkim”, obawiali się, że książka jest przygnębiająca, przepełniona cierpieniem. Mieli w wątpliwości, czy sami byliby w stanie ją przeczytać, nie mówiąc już o czytaniu dzieciom. Tymczasem książka jest, owszem, smutna, poruszająca, skłaniająca do refleksji, ale jednocześnie tchnie optymizmem.  Zawiera niosące ulgę  przesłanie, że zmarli bliscy pozostają na zawsze w naszych sercach i pamięci.

Jednym z trudniejszych uczuć towarzyszących śmierci bliskiej osoby jest bezradność, wrażenie, że nic nie możemy zrobić. Historia Yolandy daje osieroconym dzieciom poczucie sprawczości: dzięki temu, że będą pamiętać, mówić i myśleć o zmarłej osobie, ona nigdy nie zniknie.

Na kolejnych stronach książki (Yolanda zasypiająca z przytulanką od mamy i spacerująca nad morzem) obserwujemy, jak powoli zmienia się samopoczucie i nastawienie dziewczynki. Porównując pierwszą ilustrację i ostatnią (na której Yolanda przytula się do mamy), widzimy wyraźnie, że smutek bohaterki już nie jest tak dojmujący a zagubienie ustąpiło miejsca pewności, ze mama jest blisko, czuwa. Podczas lektury dziecko w żałobie może razem z Yolandą przejść drogę od rozpaczy do spokoju i nadziei.

Za bardzo cenne uważam, że w książce nie ma odniesień do religii a autor nie próbuje dać osieroconemu dziecku „jedynej słusznej” odpowiedzi na pytanie, gdzie jest zmarły rodzic. Każda z pytanych osób mówi, co ona sądzi na ten temat, w co wierzy, jak rozumie tą sytuację.

Pimm van Hest  porusza trudny temat śmierci rodzica z wielką wrażliwością i empatią. Z tekstem cudownie współgrają ilustracje Sassafras De Bruyn, równie delikatne i subtelne, a jednocześnie idealnie oddające silne emocje bohaterki. Cudowne połączenie funkcji terapeutycznej z pięknym tekstem i obrazem.

PODOBNE POSTY

Brak komentarzy