Książki, których nie można przegapić

by admin

Od listopada prosiliście o przygotowanie rankingu najlepszych książek dla dzieci 2020 roku. Jakoś zawsze unikałam takich rankingów, głównie dlatego, że książki, które polecam w biblioteczce-apteczce najczęściej oswajają różne (często trudne) tematy, każda książka dotyczy innej (często niełatwej) sytuacji i każda jest przeznaczona dla odbiorcy, którego dany problem (bezpośrednio lub pośrednio) dotyczy. Porównywanie tych tytułów byłoby jak wybór między kroplami na katar a syropem na kaszel. Dlatego zamiast rankingu proponuję zestawienie (bez przyznawania miejsc) książek, o których pisałam na blogu w 2020 roku (niektóre zostały wydane wcześniej) i których, moim zdaniem, nie można przeoczyć. Tytułów jest aż 18, bo książki dla młodych czytelników to chyba jedyne, co udało się rokowi 2020:)

#przemocdomowa

Małe, Stina Wirsén, Wydawnictwo Zakamarki, wiek 3+

Tytułowe Małe jest często świadkiem domowych awantur. Potrafi już rozpoznać, kiedy Jedno albo Drugie jest w złym humorze. To zapowiada krzyki, przepychanki i trzaskanie drzwiami. W takich sytuacjach Małe bardzo się boi i płacze (mimo bardzo oszczędnej kreski, autorka w poruszający sposób oddaje emocje bohatera, jego przerażenie, zagubienie, bezradność). Ale zajęci swoimi kłótniami rodzice nie troszczą się o emocje Małego. Małe stara się godzić Jedno i Drugie, pocieszać, a kiedy w domu robi się niebezpiecznie, ucieka do sąsiada. Małe woli być w przedszkolu. Tam jest spokojnie i bezpiecznie. I jest pani przedszkolanka, która jest dla Małego bardzo dobra i zawsze znajdzie czas, żeby podrapać Małe za uchem. Na pytania dorosłych, czy jest mu smutno, Małe zawsze zaprzecza, ale pewnego dnia Małe zbiera się na odwagę i opowiada swojej pani o wszystkim …

„Małe” to picturebook o przemocy w rodzinie z dużym potencjałem terapeutycznym. Dzieci, które nie czują się bezpiecznie w swoich domach, znajdą w książce  wzór skutecznego działania do naśladowania, zachętę do mówieni o swoim problemie i szukania wsparcia u dorosłych, którym ufają. Ważna i potrzebna książka, szczególnie teraz, kiedy izolacja skutkuje nasileniem zachowań agresywnych i gwałtownym wzrostem zgłoszeń przypadków przemocy w rodzinie.

Więcej o książce przeczytasz tutaj

#starość #niedołężność 3chorobawrodzinie #relacjezdziadkami

Fale, Clare Helen Welsh, Ashling Lindsay, Wydawnictwo Wilga, wiek 3+

Na kolejnych kartach picturebooka „Fale” widzimy rudowłosą kilkulatkę, która brodzi z dziadkiem w morzu, zbiera muszelki i buduje zamki z piasku. Dziadek jest świetnym towarzyszem zabaw, ale czasami pamięć płata mu figle i wszystko mu się myli. Zdarza mu się nasypać piasku do kapelusza zamiast do wiaderka, albo zakopać kanapki w wykopanym dołku. Dziewczynka martwi się, że kiedyś dziadek zapomni o niej. Na szczęście dziewczynka ma mądrą mamę, która pomaga jej się odnaleźć w tej trudnej sytuacji. Mama tłumaczy, że pamięć dziadka jest jak fale, ma przypływy i odpływy i że dziadkowi jest na pewno przykro, kiedy zapomina o ważnych sprawach, albo robi coś niemądrego. Dziewczynka to rozumie. Kiedyś też zapomniała, jak się wiąże buty i pani przedszkolanka musiała jej pomóc. Stara się o tym pamiętać i nie złościć na dziadka…

Książkę „Fale” można wykorzystać, żeby  porozmawiać z najmłodszymi o starości, niedołężności, demencji. Dzięki zastosowaniu metafory fal i odwoływaniu się do zdarzeń znanych dzieciom z codziennego życia, książka będzie zrozumiała już dla 3-4 latków.

Autorom udało się przy pomocy słowa i obrazu pokazać ciepłą i wzruszającą  relację między wnuczką i dziadkiem, która dodaje otuchy i pokazuje, że w rodzinie siła, że razem łatwiej przezwyciężyć wszelkie trudności.

#życzliwość #empatia

Idealna chwila, Susanna Isern, Marco Somà, Wydawnictwo Tako, wiek 4+

„Idealna chwila” to pięknie zilustrowana historia o umiejętności zatrzymania się w codziennym biegu, uważności na potrzeby innych i o wdzięczności.

Główną bohaterką jest Wiewiórka, która dostaje telegram. Nie poznajemy treści wiadomości, ale domyślamy się, że to jakaś sprawa nie cierpiąca zwłoki, ponieważ Wiewiórka pędzi się ubrać i po chwili wybiega z domu. Po drodze co chwilę ktoś ją zatrzymuje i prosi o pomoc: Jeleń prosi o przyozdobienie kwiatami poroża, bo wybiera się na randkę, Żółwica wysyła ją po kłębek wełny do owcy, Niedźwiedź potrzebuje pomocy Wiewiórki, żeby dostać się do barci na drzewie, a Jeż nie może sam zdjąć dojrzałych brzoskwiń z kolców. Bohaterka bardzo się spieszy, ale nikomu nie odmawia. Za każdym razem przystaje i spełnia prośbę sąsiadów – Wilka, Świstaka, Ryb w rzece. Kiedy dociera na miejsce, martwi się, że już jest bardzo  późno i zdaje sobie sprawę, że z tego wszystkiego zapomniała o prezencie (czytelnik nadal nie wie, dokąd wybiera się Wiewiórka, ale widocznie ta wizyta wymaga prezentu). Kiedy zrezygnowana bohaterka sięga do swojego plecaczka, ze zdumieniem odkrywa tam mnóstwo prezentów: bukiecik kwiatów, wełniany szalik, słoiczek miodu, dojrzałą brzoskwinię. Sąsiedzi odwdzięczyli się Wiewiórce za pomoc. Na ostatniej stronie wyjaśnia się zagadka listu. Wiewiórka biegła odwiedzić przyjaciółkę, Zajęczycę, które właśnie urodziła trzy zajączki. Okazało się, że prezenty były idealne, a ciocia Wiewiórka  dotarła w idealnej chwili.

Opowieść z optymistycznym przesłaniem, że warto pomagać, a dobro powraca. Myślę, że dzieci bardzo potrzebują takich ciepłych historii, które uczą empatii i życzliwości.

#asertwność #prawodobyciasobą

Dzika, Emily Hughes, Wydawnictwo Rzeczownik, wiek 4+

„Dzika” to opowieść o dziewczynce wychowanej w lesie. „Ptaki nauczyły ją mówić. Niedźwiedzie nauczyły ją, jak jeść. Lisy nauczyły ją, jak się bawić”. Dziewczynka biegała bez ubrania, wspinała się na drzewa, pływała w rzece i była wśród zwierząt szczęśliwa. Pewnego dnia w lesie pojawili się ludzie i zabrali dziewczynkę do swojego domu, gdzie umyli ją, uczesali skołtunione włosy i ubrali w sukienkę z białym, sztywnym kołnierzykiem. Wszystko było tam dziwne. Ludzie inaczej mówili, jedli i bawili się. I koniecznie chcieli ucywilizować Dziką, nauczyć „ładnie” mówić i jeść,  zmienić ją na swój obraz i podobieństwo. Dziewczynka nic z tego nie rozumiała i czuła się w nowym miejscu bardzo zagubiona. Nie zamierzała jednak dać się wtłoczyć w sztywne ramy czyichś oczekiwań. Powoli rósł w niej gniew, aż pewnego dnia powiedziała dość. Zdemolowała mieszkanie (już słyszę te pomruki dezaprobaty niektórych rodziców:)) i uciekła do lasu, zabierając ze sobą psa (mina psa bezcenna!).

Świetna historia o tym, że warto być w zgodzie z sobą i mieć odwagę by zawalczyć o swoje pragnienia i marzenia! Niepokorna Dzika zachęca młodych czytelników (a właściwie czytelników w każdym wieku) do podążania własną drogą, choćby cały świat  próbował podważyć jej słuszność.

Na uwagę zasługuje bardzo staranne wydanie – płócienny grzbiet, matowy, dobrej jakości papier, szycie. Do książki są dołączane pocztówki z ilustracjami z książki. Cała recenzja tutaj

#optymizm #pozytywnemyślenie #rezyliencja

Petra, Marianna Coppo, wydawnictwo Wytwórnia, wiek 4+

Petra przedstawia nam się jako wielka, piękna góra, której nie ruszy „ani wiatr, ani czas”. Na kolejnych ilustracjach obserwujemy Petrę-górę, ale na jednej ze stron pojawiają się nowe elementy – patyk, pies, chłopiec – które zmieniają perspektywę i pokazują czytelnikowi, że Petra nie jest „królową gór”, tylko … małym kamieniem. Kamykiem, który pies może wziąć do pyska i zanieść swojemu panu. Chłopiec strzela kamykiem z procy i Petra trafia do ptasiego gniazda. Czy ta odmiana losu wpływa na samoocenę Petry? Czy bohaterka traci pogodę ducha? Absolutnie nie! Petra elastycznie dostosowuje się do nowej sytuacji i postanawia, że w takim razie będzie jajkiem. I to nie byle jakim, ale „gładkim, lśniącym, doskonałym”…

„Petra” to fantastyczna historia o tym, że jedyną stałą w życiu jest zmiana, więc warto się na nią otworzyć. I o tym, że szczęście zależy od nas samych, a nie od zewnętrznych okoliczności. Bohaterka książki Marianny Coppo, idzie przez życie z entuzjazmem, niezachwianą wiarą w siebie i wiecznym optymizmem. Nie trzyma się kurczowo jednego scenariusza na życie, postrzega zmiany jako szanse,  nie zagrożenia i łatwo adaptuje się  do nowych okoliczności. Zawsze potrafi dostrzec dobre strony i znaleźć wyście z najtrudniejszej sytuacji. Dzięki temu jest odporna na przeciwności losu i życiowe porażki. Bierzmy przykład z Petry!

Recenzja tu

#śmierćbliskiejosoby

Pan Stanisław odlatuje, Justyna Bednarek, Paweł Pawlak, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, wiek 5+

Pan Stanisław czuje, że wzywa go przygoda. Jest na nią gotowy. Jeszcze tylko prosi wnuczka, żeby zaopiekował się jego psem Znajdkiem, kupuje butle z helem, żeby napełnić swój dmuchany materac w kwiatki i wyrusza w swoją podróż „do słońca”. Myśl o udaniu się w nieznane  nie wywołuje w starszym panu strachu, jedynie ciekawość i lekką tremę (jak to zwykle przed podróżą). Pan Stanisław wsiada na materac i wznosi się w powietrze.  Chmury smakują jak wata cukrowa a kolejne warstwy odsłaniają nowe niespodzianki. W pewnym momencie bohater widzi szczęśliwe chwile ze swojego życia – siódme urodziny, wakacje z mamą, prezenty od Mikołaja, pierwszą randkę, narodziny syna. Te wspomnienia nie budzą w nim żalu i smutku, ani chęci powrotu na dół. Czuje, że leci do dobrego, bezpiecznego miejsca. Zauważa też, że z góry wszystko staje się bardziej zrozumiałe, nabiera sensu i celu…

Książka może być odczytywana dosłownie, jako zwariowana podróż sympatycznego staruszka, albo jako  metafora śmierci. „Pan Stanisław odlatuje” Justyny Bednarek i Pawła Pawlaka to najbardziej pogodna i pozytywna książka o odchodzeniu jaką czytałam. Historia pana Stanisław niesie (słowem i obrazem) krzepiące przesłanie, że śmierć to odchodzenie do czegoś dobrego i pięknego, że nasi zmarli bliscy są w miejscu, w którym czują się szczęśliwi i mogą czuwać nad nami z góry (np. puszczać nam ostrzegawcze zajączki:)). Zauroczyła mnie ta książka. Cała recenzja tutaj

#stereotypy, #uprzedzenia #plotka #ocenianiepopozorach #akceptacjaodmienności

Piraci z naszej ulicy, Jonny Duddle, Wydawnictwo Mamania, wiek 5+

Do małego sennego miasteczka o wiele mówiącej nazwie Nuda Morska wprowadza się, na czas remontu swojego statku, piracka rodzina Jolly-Rogers z dwójką dzieci. Mała Matylda jest zachwycona, że w ich mieścinie w końcu zamieszkał ktoś interesujący (i ktoś poniżej 67 roku życia) i od razu zaprzyjaźnia się z Jimem.  Niestety reszta sąsiadów nie podziela entuzjazmu dziewczynki. Mieszkańcy Nudy Morskiej nie są przyjaźnie nastawieni do „obcych” i z niechęcią patrzą na wszystkie przejawy „inności”. A piraci wyróżniają się swoim wyglądem i zwyczajami. Zaczynają się plotki, narzekania i odsądzanie nowych sąsiadów od czci i wiary. Na końcu na sąsiadów (i czytelników) czeka zaskakujący zwrot akcji.

„Piraci z naszej ulicy” to zabawna historia o poważnych sprawach: uprzedzeniach, braku tolerancji dla inności, ocenianiu po pozorach i raniącej sile słów. Dzieciom spodobają się kolorowe ilustracje, zwłaszcza duża dwuskrzydłowa rozkładówka przypominająca mapę skarbów. A rodzice na pewno docenią żarty słowne (świetny przekład Agnieszki Frączek). Do tego wierszowany tekst świetnie czyta się na głos.

#własnadrogażyciowa #sensżycia #przyjaźń #szczęście

A niech to gęś kopnie, Marta Guśniowska, Robert Romanowicz, Wydawnictwo Tashka, wiek 5+

Tytułowa Gęś cierpi na depresję. Jest przekonana, że jest brzydka, nikt jej nie lubi, nikomu nie jest potrzebna i na dodatek odczuwa niemoc twórczą. Jej życie po prostu nie ma sensu. Kiedy pewnej nocy do kurnika włamuje się Lis, Gęś upatruje w tym zdarzeniu szansę na skrócenie swej udręki i próbuje przekonać Lisa, żeby, zamiast kury, pożarł ją.  Lis odmawia twierdząc, że Gęś jest  nieapetyczna, ale bohaterka nie daje za wygraną. Chcąc pozbyć się namolnej Gęsi, Lis obiecuje jej pomoc w znalezieniu konsumenta. Zna Wilka, który jest miłośnikiem egzotycznej kuchni, więc może i kościstą gęsią nie pogardzi. Po drodze na tą oryginalną kolację Gęś i Lis przeżywają różne przygody i  spotykają różne zwierzęta, które starają się przekonać Gęś, że życie ma jednak sens.

Świetna historia o poznawaniu siebie, szukaniu tego, co naprawdę sprawia nam radość, własnej życiowej drogi. O tym, że „sensów życia” nie da się pożyczyć, każdy musi odnaleźć swój własny. I oczywiście o przyjaźni. Zaskakujący tekst, niebanalne ilustracje. „A niech to gęś kopnie” to jedna z zabawniejszych książek dla dzieci jakie ostatnio czytałam. Całość tutaj

#konsumpcjonizm

Top Car, Davide Cali, Sébastien Mourrain, Wydawnictwo Kinderkulka, Warszawa 2019, wiek 5+

Marcel ma całkiem niezły samochód. Może nie jest najnowszy i nie ma zbyt dynamicznego silnika, ale zawsze niezawodnie dowozi bohatera na miejsce i można nim łatwo zaparkować. Marcel jest z niego zadowolony. Wszystko zmienia się jednak, kiedy Marcel widzi billboard przedstawiający wehikuł marzeń o wdzięcznej nazwie Venus. Jak głosi reklama, Venus jest najnowocześniejsza i najszybsza. Nic dziwnego, że uwielbiają ją wszystkie piękności. Od tej pory Marcel nie może przestać myśleć o Venus. Niestety obiekt jego pragnień kosztuje 99 999 pezów, więc ze swojej pensji będzie go stać na zakup dopiero w wieku 93 lat. Bohater spędza bezsenne noce wymyślając sposoby na zdobycie samochodu. Rozważa grę w kasynie, obstawianie wyników wyścigów konnych, a nawet napad na bank. Ale to nie w jego stylu. W końcu decyduje się na dodatkową pracę.  Wystarczy, że złoży 99 999 małych różowych autek i jego marzenie spełni się. Początkowo składa samochodziki tylko wieczorami, ale wkrótce poświęca zajęciu cały swój czas i energię. Zarywa noce, posiłki zjada w biegu, haruje ponad siły. Nie cofa się nawet przed symulowaniem choroby i okłamywaniem przełożonego, żeby móc zostać w domu i składać samochodziki całymi dniami. W końcu Marcel osiąga swój cel – odbiera wypłatę i kupuje Venus. Przez chwilę mogło by się wydawać, że historia Marcela i Venus to pochwała ciężkiej pracy i wytrwałości w dążeniu do celu, ale autorzy serwują nam nagły zwrot akcji. Wracając do domu nowiutką Venus Marcel zauważa billboard z reklamą  „Afrodyta! Większa! Ładniejsza! Jeszcze bardziej uwielbiana przez wszystkie piękności”. Marcel natychmiast przestaje się cieszyć ze swojego nowego nabytku i zaczyna marzyć o Afrodycie…

Autorzy z lekkością i humorem pokazują problemy współczesnego świata i ludzkie słabości: nadmierna konsumpcja, bezrefleksyjne podążanie za modą, nieumiejętność odróżniania prawdziwych potrzeb od tych wykreowanych przez speców od marketingu, wpadnie w pułapkę niekończącej się pogoni za lepszym, nowszym, ładniejszym, niedocenianie tego co mamy. Świetna lektura dla całej rodziny.

#brakwiarywsiebie #presjawyglądu #stereotpyzwiązanezpłcią #girlpower

Dziewczynki latają wysoko, Raquel Diaz Reguera, Wydawnictwo Debit, wiek 6+

Nawet jeżeli macie chwilowy przesyt tytułami, które pokazują dziewczynkom, że mogą być kim chcą i robić to, na co mają ochotę, koniecznie sięgnijcie po książkę „Dziewczynki latają wysoko” i przeczytajcie ją córkom, siostrzenicom, wnuczkom i kogo tam macie pod ręką (nie tylko płci żeńskiej). Ta publikacja zdecydowanie wyróżnia się oryginalnym ujęciem tematu i dodatkowo zwraca uwagę na niszczącą moc słów.

Bohaterki mają swoje pasje i są przekonane, że świat stoi przed nimi otworem. Amelia chce zostać najlepszą pilotką na świecie, Helena pragnie być sławną pisarką a Martyna marzy o karierze wybitnej skrzypaczki. W dążeniu do realizacji marzeń wspiera je pan CHCIEĆ-TO-MÓC. Utkał dla dziewczynek piękne skrzydła, dzięki którym mogą dolecieć tam, gdzie chcą. Ale, jak to w życiu bywa, dziewczynki spotykają na swojej drodze nie tylko osoby życzliwe  i wspierające. Członkowie bandy pana NIE-UDA-CI-SIĘ zrobią wszystko, żeby Amelia, Helena i Martyna nigdzie nie poleciały. Jak to robią? Podrzucają im do kieszeni, butów i plecaków małe kamyki, żeby dziewczynki nie mogły wzbić się w powietrze. Do bandy pana NIE-UDA-CI-SIĘ należy uzbrojona w metr krawiecki pani Uroda-Zewnętrzna, która przekonuje dziewczynki, że nie są dość wysokie i dość szczupłe  („wszystkie modelki, dziewczynki z filmów i najładniejsze mamy zawsze są wysokie i szczupłe”). Za nią przychodzi pan Lustereczko, który cichaczem dosypuje kolejną garść kamyków, szepcząc bohaterkom do ucha raniące słowa („głupia”, „chuderlawa”, „okularnica”). Pan-Nierówność wmawia im, że dziewczynki są gorsze od chłopców, są mniej odważne, wolniej biegają itd. Jest jeszcze pani UTKA z torbą pełną „onemuszów”, która stale powtarza „one muszą być księżniczkami”, „one muszą być śliczniutkie i grzeczniutkie”. Słuchając podszeptów podstępnej bandy, dziewczynki powoli tracą wiarę w siebie. Amelia uznaje, że raczej zostanie stewardesą, bo bycie pilotką jest dla niej za trudne, „tylko chłopcy zostają pilotami”. Martyna i Helena też są bliskie rezygnacji z marzeń. Może faktycznie są za grube? Za niskie? Gorsze od chłopaków? Może zamiast marzyć o karierze pisarki czy skrzypaczki powinny być ładniutkie i milutkie? Wydawać by się mogło, że banda osiągnęła sukces i dziewczynki nie oderwą się już od ziemi. Na szczęście pojawia się czwarta dziewczynka…

„Dziewczynki latają wysoko” to przepięknie zilustrowana (cudne są zwłaszcza czarne charaktery) opowieść o konfrontacji marzeń ze stereotypami związanymi z płcią i oczekiwaniami społecznymi. Dodaje dziewczynkom wiary we własne możliwości, zachęca do wyznaczania sobie najśmielszych celów i realizowania ich bez oglądania się na innych.

Więcej o książce

#śmierćzwierzątka

Pustka, Marianna Sztyma, Wydawnictwo Centrala, wiek 6+

Do drzwi mieszkania pewnej dziewczynki puka tytułowa pustka. Pustka po jej zmarłym kocie. I chociaż kotek był mały, pustka jest ogromna. Przyszła, żeby towarzyszyć dziewczynce w żałobie.  Pustka odpowiada cierpliwie na wszystkie pytania bohaterki, daje dziewczynce przestrzeń do pobycia ze swoimi trudnymi emocjami, przyzwolenie na tęsknotę i płacz. Zachęca do mówienia o kocie, wspominania wspólnych  chwil. Pustka tłumaczy też, że już zawsze będzie towarzyszyć dziewczynce, ale z czasem zrobi się mniejsza. Tak mała „jak koci włos na ubraniu”.

Dla wielu dzieci czworonożny przyjaciel  jest jedną z najbliższych „osób” na świecie a jego śmierć stanowi bardzo trudne przeżycie.  Odejście zwierzątka to też często pierwszy kontakt dziecka ze śmiercią w ogóle. Książka Marianny Sztymy może ułatwić dziecku proces godzenia się ze stratą. Młody czytelnik nie znajdzie tu  łatwego pocieszenia,  znajdzie za to akceptację swoich emocji, jasny przekaz, że smutek, ból, tęsknota po czyjejś śmierci są jak najbardziej na miejscu.  Jego rozpacz nie jest głupia ani śmieszna. Ma pełne prawo czuć się nieszczęśliwy w tej sytuacji

„Pustka” to przepiękny picturebook, który mimo oszczędności w słowach, niesie bardzo duży ładunek emocjonalny. Do przeczytania na raz, ale nie tylko raz.

#asertywność #niechcianydotyk

Zgadzam się albo i nie! Jak szanować granice – swoje i cudze, Rachel Brian, Wydawnictwo Debit, wiek 6+

 „Zgadzam się albo i nie” to fantastyczna propozycja dla dzieci 6+,  która w przystępny, obrazowy i dowcipny sposób uczy dzieci szanowania własnych i cudzych granic. Dzieci dowiedzą się,  co oznacza decydowanie o własnym ciele, wyznaczanie granic, nietykalność cielesna, jak jasno komunikować własne potrzeby i czym różnią się zdrowe relacje od relacji toksycznych.

Bardzo ważne jest pokazanie dzieciom, że:

  • Każdemu co innego odpowiada; w tej samej sytuacji jedni czują się dobrze, a inni nie.
  • Różnym ludziom można stawiać różne granice.
  • Te granice mogą się zmieniać, w zależności od czasu i okoliczności.
  • Ubranie nie oznacza zgody (scena na basenie- genialna).
  • Zawsze możemy zmienić zdanie i odwołać naszą zgodę (nawet gdy ktoś będzie z tego powodu zawiedziony, wściekły, albo nazwie nas kłamczuchem).

W książce znajdziemy fragment o tym, że rodzice nie powinni zmuszać dzieci do całowania czy przytulania krewnych i o tym, że w sytuacjach związanych z ratowaniem zdrowia i życia dorośli nie muszą pytać dziecka o zdanie. Istotne jest zwrócenie uwagi na konieczność słuchania innych, przyjmowania i szanowania cudzej zgody (co wcale nie jest takie łatwe, ale można się tego nauczyć) i na to, że zgoda wymuszona groźbą albo przekupstwem nie jest prawdziwą zgodą. Za najcenniejsze uważam pokazanie dzieciom na przykładzie scenek z życia codziennego, jak można się zachować w różnych trudnych sytuacjach, co powiedzieć, żeby w grzeczny ale stanowczy sposób zadbać o swoje potrzeby.

Cała recenzję przeczytacie tutaj

#ekologia #śmieci

Śmieci. Najbardziej uciążliwy problem na świecie, Gerda Raidt, Wydawnictwo Babaryba, wiek 7+

Autorka zwraca uwagę, że odpadki są jedną z poważniejszych bolączek współczesnego świata (znajdują się już pod ziemią, pod wodą, w lasach, na szczytach gór, a  nawet na Księżycu!)  i na ponad 90 stronach książki omawia temat śmieci w szczegółowy i wyczerpujący sposób. Dzieci (i dorośli) znajdą tu wiele ciekawostek, wyjaśnienie różnych pojęć związanych z ekologią np. Wielka Pacyficzna Plama Śmieci, freeganie, lodówki społeczne, ślad węglowy, idea zero waste itd.  i przede wszystkim wskazówki, co sami możemy zrobić, żeby ograniczyć ilość wytwarzanych odpadów, szczególnie tych z tworzyw sztucznych (naprawianie zepsutych przedmiotów, kupowanie z drugiej ręki, kupowanie na wagę, unikanie zbędnych opakowań, dzielenie się jedzeniem, wymienianie się ubraniami itd.). Autorzy zachęcają do udziału w akcjach sprzątania świata i wyprzedażach garażowych i pokazują ciekawe pomysły na przetworzenie i ponowne wykorzystanie starych przedmiotów. Nie każdy musi być jak Bea Johnson, której czteroosobowa rodzina „produkuje” tylko słoik śmieci rocznie, ale każdy może zmieniać swoje nawyki na bardziej przyjazne dla środowiska. Bardzo przydatne jest wyjaśnienie różnych symboli i oznaczeń umieszczanych na opakowaniach produktów.

„Śmieci. Najbardziej uciążliwy problem na świecie” to książka obrazkowa. Ilustracjom towarzyszą krótkie teksty i komiksowe chmurki (w których pokazane są różne punkty widzenia i różne opinie na dany temat). Całość jest zrozumiała i interesująca dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Książka zdobyła nagrodę Mądrej Książki Roku 2020 przyznawaną przez portal Mądre Książki oraz Uniwersytet Jagielloński. Książka została wydrukowana na papierze z odpowiedzialnych źródeł (materiały pochodzące z dobrze zarządzanych lasów posiadających certyfikat Forest Stewardship Council® i materiały z recyklingu). I to się chwali! Więcej o książce

#akceptacjaodmienności #różnorodność #niepełnosprawność

Różowe środy albo podróż z ciotką Huldą, Sylvia Heinlein, Anke Kuhl, Wydawnictwo Dwie Siostry, wiek 9+

Sara nie lubi kucyków i nie marzy, jak jej koleżanki z klasy, o modnych ciuchach (ku rozczarowaniu matki, która jest  producentką sesji zdjęciowych w magazynach kobiecych). Uwielbia za to spędzać środowe popołudnia ze swoją ciotką Huldą i jej współlokatorami. Hulda jest otwarta, serdeczna, ma zawsze dobry humor i potrafi cieszyć się drobiazgami. U ciotki dziewczynka znajduje ciepło i uwagę, których nie dają jej zapracowani i skoncentrowani na sobie rodzice. Rodzice Sary nie są zachwyceni przyjaźnią córki z niepełnosprawną intelektualnie ciotką. Swoim bezpośrednim zachowaniem Hulda wprawia ją ich i ich „normalnych” znajomych w konsternację. Nie pytając Sary o zdanie, rodzice podejmują decyzję, że zamiast spędzać każdą środę z ciotką, córka będzie chodzić z rówieśnikami na lekcje tenisa, a Hulda, wbrew swojej woli, zostanie przeniesiona do lepiej strzeżonego (i, co najważniejsze, położonego wiele kilometrów od Sary) ośrodka na wsi. Wtedy okazuje się, że  potulna dotąd nastolatka potrafi tupnąć nogą. Co z tego, ze Hulda nie umie robić niektórych rzeczy? Umie za to inne.  Ciotka jest najmilszą, najweselszą i najcieplejszą osobą, jaką Sara zna. A do tego potrafi słuchać. Interesuje ją wszystko, co siostrzenica ma do powiedzenia!  I dlaczego jej matka, która nie potrafi ani słuchać ludzi, ani z nimi rozmawiać (nie wyłączając własnego dziecka), miałaby uchodzić za wzór normalności? Na znak protestu Sara i Hulda uciekają z domu.

„Różowe środy albo podróż z ciotką Huldą” porusza trudny temat niepełnosprawności intelektualnej, ale robi to z wrażliwością, lekkością i poczuciem humoru.  

Galeria występujących w książce S. Heinlein  „innych”, począwszy od przyjaciół Huldy, poprzez współtowarzyszy podróży i oryginalne postacie zamieszkujące squat, a skończywszy na samej Sarze, która czuje, że zupełnie nie pasuje do rówieśniczek, zmusza czytelnika do zrewidowania stereotypowych poglądów na temat „normalności” i „nienormalności” i przede wszystkim skłania  do zastanowienia się, czy spełnianie lub niespełnianie społecznych oczekiwań rzeczywiście stanowi o wartości człowieka.

Historia Huldy i Sary jest też głosem przeciwko szufladkowaniu ludzi i wielką pochwałą różnorodności. Pouczająca, ale bez nachalnego dydaktyzmu. Bardzo polecam.

#agresjarówieśnicza #odrzucenieprzezgrupę #presjawygladu #internetowyhejt #samoakceptacja #przyjaźń

Pasztety do boju!, Clémentine Beauvaris, Wydawnictwo Dwie Siostry, wiek 12+

Główną bohaterkę, Mirelle Laplanche poznajemy w momencie, gdy zajmuje trzecie miejsce w internetowym konkursie na największego „paszteta”, czyli najbrzydszą dziewczynę w szkole. W poprzednich latach zawsze był na podium, więc jest już weteranką konkursu. Za pierwszym razem była załamana, z czasem nauczyła się reagować obojętnością i ironią. Zresztą tym razem nie miała czasu, żeby rozczulać się nad sobą, bo musiała dodać otuchy „debiutującym” pasztetom – Astrid i Hakimie. Nie będę opowiadać fabuły. Zdradzę tylko, że Złoty, Srebrny i Brązowy Pasztet, zamiast siąść i płakać, opracowują tajny plan: wybierają się na organizowane przez parę prezydencką garden party na Polach Elizejskich. A ponieważ do Paryża jest 500 kilometrów a dziewczyny nie mają pieniędzy,  pojadą tam na rowerach a podróż sfinansują sprzedając po drodze… paszteciki! Cała droga do Paryża jest relacjonowana przez media społecznościowe i wywołuje zarówno nienawistne komentarze anonimowych internautów, jak pełne życzliwości reakcje w realu. Z każdym przejechanym kilometrem i każdym szyderstwem pod swoim adresem dziewczyny zmieniają się. Ale bez obaw, nie będzie spektakularnego zrzucenia wagi i przemiany „paszteta” w „laskę”. Będzie to przemiana wewnętrzna. Do Bourg-en-Bresse wracają silniejsze i pewniejsze siebie, z dystansem do opinii na swój temat. I z paczką sprawdzonych przyjaciół.

Książek poruszających problem odrzucenia z powodu wyglądu i internetowego hejtu jest sporo, „Pasztety do boju!” wyróżniają się oryginalnym ujęciem tematu. Bohaterki zamiast siąść i płakać (chociaż pokusa była silna) ucierają nosa hejterom robiąc swoje. Cenna lekcja dla młodego czytenika (i fantastycznie podana – kibicując dziewczynom absolutnie nie czujemy „ciężaru” nauki). Cudownie pozytywna książka! Napawa optymizmem, dodaje wiary w siebie. Zachęca do niepoddawania się, stawiania czoła trudnym sytuacjom, brania spraw w swoje ręce. Nie przegapcie!

Moim zdaniem jedna z lepszych młodzieżówek ever. Całą recenzję znajdziecie tutaj

#rasizm #uprzedzenia #odwagacywilna #sprawiedliwość #stereotypyzwiązanezpłcią 

Zabić drozda, Harper Lee, adaptacja i ilustracje Fred Fordham, Wydawnictwo Jaguar, wiek 15+

Bohaterką książki jest sześcioletnia Jean Louise Finch, nazywana Smykiem,  która mieszka ze starszym bratem, Jemem, ojcem, i czarnoskórą opiekunką Calpurnią, w małym miasteczku Maycomb, na południu Stanów Zjednoczonych. To lato będzie dla Smyka przełomem, końcem wieku niewinności.

Akcja książki rozgrywa się w latach trzydziestych XX wieku. Teoretycznie Afroamerykanom zagwarantowano wszelkie prawa i wolności obywatelskie, ale biali mieszkańcy amerykańskiego Południa nie traktują ich jak równych sobie. Określenie „czarnuch” jest na porządku dziennym, a biały człowiek jest zawsze lepszy, nawet jak jest gorszy, i zawsze ma rację. W takich okolicznościach dochodzi do procesu czarnoskórego Toma Robinsona oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie. Mimo twardych dowodów na niewinność Robinsona i zupełnego braku wiarygodności „ofiary” i jej ojca, biała społeczność Maycomb wydała już wyrok skazujący. Próby obrony Toma przed karą śmierci podejmuje się Atticus Finch, ojciec Smyka i Jema. I to właśnie z ich perspektywy śledzimy przebieg procesu. Adwokat ma przeciwko sobie całe miasteczko, zostaje nazwany „pachołkiem czarnuchów” i publicznie opluty. I chociaż zdaje sobie sprawę, że nie wygra, wie, że warto walczyć. Udaje mu się przynajmniej zmusić ławników do długiego obradowania nad sprawą i zapobiec linczowi motłochu. Niedługo Jem i Smyk przekonają się na własnej skórze, do czego mogą doprowadzić uprzedzenia i zaślepiająca nienawiść.

„Zabić drozda” to opowieść nie tylko o rasizmie, ale również o wkraczaniu w dorosłość, życiu w małej, zamkniętej społeczności, fanatyzmie religijnym, hipokryzji, szkole, w której lepiej udawać, że umie się mniej, szlachetności, odwadze cywilnej, nonkonformizmie, walce o z góry przegraną, ale słuszną, sprawę, sprawiedliwości i niesprawiedliwości.

Wielką zaletą książki są wielowymiarowe, niejednoznaczne postacie.

„Zabić drozda” jest uznawana za jedną z najważniejszych powieści XX wieku. Autorka otrzymała za książkę nagrodę Pulitzera, a nakręcony na jej podstawie film zdobył trzy Oscary.  Chociaż od premiery minęło już 60 lat, poruszane w książce problemy są nadal aktualne (ostatnio nawet bardzo). Ukazanie się komiksowej adaptacji to świetna okazja, żeby podsunąć powieść Harper Lee młodszym czytelnikom. Całość tutaj.

#depresja #próbysamobójcze

Orkan. depresja, Ewa Nowak, Wydawnictwo Egmont, wiek 15+

Borys Orkan ma zgraną paczkę przyjaciół, kochającą mamę i dziewczynę. Lubi chemię, trenuje pływanie, interesuje się żeglarstwem. Dlaczego więc szesnastolatek postrzega swoje życie jak pasmo niekończącej się udręki, a myśl, że będzie żył jeszcze kilkadziesiąt lat jest dla niego przerażająca? Przyczyną jest depresja. Choroba sprawia, że chłopak postrzega rzeczywistość w zniekształcony, wypaczony sposób. Koncentruje się tylko na tym, co złe, smutne, budzące lęk, widzi świat wyłącznie w ciemnych barwach, wszystkie zdarzenie interpretuje na swoją niekorzyść, zarzuca wszystkim wrogie zamiary. Głos, który słyszy w głowie, przekonuje Borysa, że jest bezwartościowy, bez przerwy go krytykuje i upokarza…

Czytając książkę „Orkan. Depresja” możemy przez chwilę „posiedzieć” w głowie cierpiącego na depresję nastolatka, przekonać się, jak bardzo można nienawidzić samego siebie, jakim cierpieniem może być codzienna egzystencja. Przejmujące doświadczenie.

Dawno żadna książka tak mnie nie przeczołgała emocjonalnie. Nieprzyjemna, trudna, ale bardzo potrzebna. Opisana przez Ewę Nowak historia jest fikcyjna, ale jak czytamy we wstępie „zbyt wiele podobnych zdarzyło się naprawdę”. Od wielu lat Polska jest w czołówce krajów, w których odnotowuje się najwyższy odsetek samobójstw wśród dzieci i młodzieży. W 2019 roku aż 97 dzieci w wieku od 7 do 18 lat odebrało sobie życie. Około 8 tysięcy dzieci w Polsce leczy się na depresję. Można sobie tylko wyobrażać, ile dzieci  jest niezdiagnozowanych. Takie książki mogą zmienić te statystyki.

„Orkan. Depresja” obala wiele stereotypów na temat depresji. Najważniejszy jest przekaz, że depresja jest chorobą, którą może dotknąć każdego i która na szczęście można z powodzeniem leczyć. Natomiast nieleczona może mieć tragiczne konsekwencje. Dlatego zamiast robić z depresji wstydliwą tajemnicę, trzeba otwarcie mówić o swoich problemach i szukać pomocy. Dzięki dobrze opisanym objawom choroby młodzi czytelnicy mogą sprawdzić, czy nie czują się czasami tak jak bohater, albo czy ktoś z ich bliskich nie zachowuje się podobnie. Zwraca tez uwagę dorosłych na zachowania dzieci, które  powinny wzbudzić ich niepokój, pokazuje kiedy i jak powinni zareagować. A trzeba pamiętać, że objawy depresji można bardzo łatwo pomylić z typowymi dla okresu dorastania wahaniami nastrojów, przemęczeniem, buntem i zamknięciem w sobie Obowiązkowa lektura dla nastolatków i ich rodziców. Zwłaszcza dla tych, którzy uważają, że ten temat ich nie dotyczy.

Książka Ewy Nowak książkę „Orkan. Depresja” zdobyła nagrodę literacką w konkursie Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY 2020. Trzymałam za nią mocno kciuki.  Cała recenzja

#wojna #holocaust  #mocsłowa #miłośćmatki

I na koniec książka, która w 2020 roku  zrobiła na mnie największe wrażenie.

Mama zawsze wraca, Agata Tuszyńska, Iwona Chmielewska, Wydawnictwo Dwie Siostry, wiek 15+

„Mama zawsze wraca” to oparta na prawdziwym świadectwie, poruszająca opowieść o dzieciństwie w warszawskim getcie. Niespełna dwuletnia Zosia Zajczyk trafia ze swoją liczną rodziną do  getta. Z czasem Zosia zostaje tylko z matką. Żeby ocalić dziecko, mama musi je ukryć. Kilkuletnia dziewczynka spędza wiele miesięcy w ciemnej piwnicy tylko z ukochaną lalką Zuzią…

Nie dajcie się zwieść wrażeniu, że czytaliście już i znacie takie wojenne historie. „Mama zawsze wraca” to książka zupełnie wyjątkowa. Wyjątkowa dlatego, że bardziej niż o wojnie i Holocauście opowiada o bezgranicznej miłości matki i niezwykłej terapeutycznej mocy słowa. Stwarzającej, oswajającej  i ocalającej. Natalii Zajczyk udało się słowem wyczarować dla córki piękny, szczęśliwy świat w samym środku piekła. Matka dokonała rzeczy niebywałej: nie tylko uratowała życie córki, ale i sprawiła, że  dorosła Zosia  potrafiła być szczęśliwym człowiekiem, który nie nienawidzi.

Czy „Mama zawsze wraca” jest książką dla dzieci? Na pewno nie dla wszystkich. Przynajmniej dwie sceny są naprawdę drastyczne, ale należy pamiętać, że nikt ich nie wymyślił. Zdarzyły się naprawdę i były udziałem dziecka. A autorki opowiedziały cała historię (słowem i obrazem) w taki sposób, że na pierwszy plan wysuwa się miłość. Dlatego zachęcam rodziców do wspólnej lektury ze starszymi dziećmi. Recenzja książki tu

Podobne wpisy