Go, girls!

Tej jesieni na polskim rynku wydawniczym ukazały się aż trzy  publikacje o (często nieznanych, albo niesłusznie zapomnianych) kobietach, które nie dawały się ograniczać stereotypowym rolom społecznym i tworzyły historię, a ich osiągnięcia zmieniły świat. Książki „Damy, dziewuchy, dziewczyny”, „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” i „Superbohaterki” przełamują stereotypy, promują obraz  kreatywnej, silnej i świadomej własnej wartości kobiety i pokazują dziewczynkom, że w drodze do realizacji pasji płeć nie wyznacza żadnych granic.

Dzisiaj przedstawię książki, które nie były tak intensywnie promowane i tak szeroko recenzowane na blogach, jak wspomniane wcześniej tytuły, ale są równie inspirujące.

Przedstawione tu historie pokazują, że podział na „męskie” i „kobiece” zajęcia jest przestarzały a bycie księżniczką to nie jedyna droga dla dziewczynki. Dziewczyny potrafią i mogą robić wszystko: latać na księżyc, kręcić filmy, konstruować wynalazki, przeszczepiać serca, gasić pożary, dokonywać odkryć. Wybór należy tylko do nich. Pełne pasji i determinacji bohaterki zachęcają do działania, dodają wiary we własne siły i odwagi do spełniania marzeń.

Nie są to oczywiście książki tylko dla dziewczynek. Wszystkie dzieci znajdą tu zachętę do odważnego sięgania po najbardziej śmiałe cele, nie poddawania się mimo niepowodzeń i wytrwałego podążania własną drogą, choćby cały świat  próbował podważyć jej słuszność.

Wszystkie trzy tytuły są również wielką pochwałą oryginalności, kreatywności i nieszablonowego myślenia.

Młoda Charlotte filmowiec,  Frank Viva (tekst i ilustracje), przekład Barbara Słomka, Wydawnictwo Kocur Bury, Łódź 2016, ISBN: 978-83-65530-08-0

IMG_9948-2Mała Charlotte z zapamiętaniem kręci filmy, ale próżno szukać tam ferii barw. Dziewczynce  podoba się tylko to, co jest czarno-białe. Jej oryginalne spojrzenie na świat nie u wszystkich znajduje aprobatę. Większość ludzi uważa, że filmy Charlotte są „dziwaczne”, „specyficzne”, „nietypowe”. Dziewczynka przeżywa chwilę zwątpienia, zastanawia się, czy nie powinna wprowadzić do swoich filmów trochę kolorów, ale w końcu postanawia bronić swojej artystycznej wizji. Bohaterka nie poddaje się i, nie zważając na opinie innych, robi to co lubi – filmuje tylko czarno-białe obiekty (czarnego kocura, zakonnicę, przejście dla pieszych). Podczas wizyty w Muzeum Sztuki Współczesnej MoMa dziewczynka poznaje pracownicę działu filmu, Scarlet, która też jest pasjonatką czarno-białego świata i na której filmy Charlotte robią duże wrażenie. Scarlet namawia dziewczynkę do ich zaprezentowania w muzealnym kinie. Seans okazuje się sukcesem, a dziewczynka zostaje znanym filmowcem.

Na uwagę zasługuje postawa rodziców Charlotte, którzy nie do końca rozumieją fascynację swojej córki czernią i bielą, ale wspierają dziewczynkę w realizacji jej pasji. Co piątek kupują bilety do John Golden Theatre na Broadwayu i oglądają  z nią stare filmy (chociaż tato uważa, że „podłogi są tam lepkie, a popcorn rozmiękły”).

Oprócz ważnego przesłania (żeby nie zniechęcać się krytycznymi uwagami i realizować własne marzenia) dużą zaletą książki jest jej szata graficzna. Książka została wydana przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku a jej autorem jest  ilustrator Frank Viva, który na co dzień współpracuje z New Yorkerem.

Rózia Rewelka, inżynierka, Andrea Beaty, przekład (Brawo ty!) Łukasz Witczak, ilustracje David Roberts, Wydawnictwo Kinderkulka, Warszawa 2017, ISBN: 978-83-945873-2-1

IMG_0063-2Kolejna bohaterka, Rózia, jest zafascynowaną techniką. Ze wszystkiego, co wpadnie jej w ręce (często z rzeczy wyrzuconych przez innych) buduje różne  maszyny np. podawacz hoddogów czy helowe spodnie. Ponieważ jej wynalazki często spotykają się z krytyką (wujek Tobiasz wyśmiał jej kapelusz do odstraszania węży), dziewczynka zaczyna wątpić w siebie

„Bo wszystko, co robię, ma jakąś usterkę.
Nie każdy nadaje się na inżynierkę”.

Nadal projektuje i konstruuje, ale z obawy przed kolejną porażką postanawia nikomu nie pokazywać swoich prac. Na pewno trzymałaby je nadal pod łóżkiem, gdyby nie pojawiła się ciotka (też Rózia), która marzy o lataniu. Dziewczynka postanawia pomóc jej spełnić to marzenie i buduje serokopter. Pojazd wznosi się do góry, ale po chwili spada. Rózia jest bliska porzucenia swoich eksperymentów, ale ciotka jest mądrą kobietą i umie przekonać dziewczynkę, żeby nie przestawała wierzyć w siebie, nawet gdy wszyscy inni wątpią, i nigdy nie rezygnowała ze swoich marzeń.

„Twój pierwszy niewypał wspaniale się udał. Chodź, zróbmy następny! Tak rodzą się cuda!”

„To żadna porażka zaczynać od nowa. Przegrywasz, jeżeli przestajesz próbować”

Oprócz zachęcania dzieci do wytrwałości i cierpliwości w dążeniu do celu i niezrażania się porażkami, historia Rózi zawiera ważny przekaz dla rodziców – pokazuje, w jak dużym stopniu sukces dziecka zależy od nich, że mogą być albo wujkami Tobiaszami, podcinającymi dzieciom skrzydła, albo ciotkami Róziami, które zachęcają do eksperymentowania, próbowania własnych sił, dodają odwagi i  kibicują.

Książkę objęła patronatem fundacja Perspektywy odpowiedzialna za projekt Dziewczyny na Politechniki.

Dzięki rymom książkę świetnie czyta się na głos.

Poza opowiadaniem o  Rózi, dzieci znajdą w książce notkę na temat pracy amerykańskich kobiet w Stanach Zjednoczonych podczas wojny i krótką historię kobiecej awiacji. Na pewno spodobają im się też, pełne szczegółów i szczególików, ilustracje.

Słoń na Księżycu, Gosia Herba, Mikołaj Pasiński, Wydawnictwo Centrala, Poznań 2016, ISBN: 978-83-63892-48-7

IMG_0287-2Kolejna bohaterka, tym razem astronomka, specjalistka od Księżyca, jest równie oddana swojej pasji, co jej poprzedniczki. Nie zważając na szyderstwa i kpiny z determinacją realizuje wyznaczone sobie cele i odważnie broni swoich przekonań.

Pewnego razu, gdy jak co dzień obserwuje przez  teleskop powierzchnię księżyc, widzi tam… słonia. Naukowcy z Towarzystwa Księżycowego nie dają wiary jej odkryciu. Astronomka zaprasza ich więc do swojego obserwatorium, ale tym razem słoń się nie pojawia. Naukowcy wyśmiewają Astronomkę i rozpowiadają, że nie warto wierzyć w żadne jej odkrycie.

„Astronomka jest szalona, na Księżycu widzi słonia.”

Bohaterka nie poddaje się i robi swoje. Żeby udowodnić, że ma rację, konstruuje samodzielnie rakietę i leci nią na Księżyc. Nie zdradzę, co tam zobaczyła. Powiem tylko, że upór i wytrwałość bohaterki zostają nagrodzone a Towarzystwo Księżycowe uznaje jej odkrycie za przełomowe.

Książka „Słoń na księżycu” została fantastycznie zilustrowana przez Gosię Herbę, polską ilustratorkę, która mimo młodego wieku odniosła już liczne sukcesy. Te trochę geometryczne obrazki mogą na pierwszy rzut oka nie wzbudzić zachwytu u dzieci, ale warto zamiast schlebiać ich umiłowaniu do różowo-brokatowych kucyków i pokracznych kotków z wielkimi oczami, oswajać dzieci od najmłodszych lat z dobrej jakości ilustracją i kształtować ich gust estetyczny.

PODOBNE POSTY

Brak komentarzy