Chłopiec, dziewczynka i mur

Chłopiec, dziewczynka i mur, Ulf Stark, przekład Katarzyna Skalska, ilustracje Anna Höglund, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2019, ISBN: 978-83-7776-154-0; wiek 6+

Codziennie, po przebudzeniu, Adham widzi wysoki, szary mur. Chłopiec i jego siostra Sulafa łudzą się, że mur kiedyś zniknie, bo ten mur odgradza ich od dawnego, szczęśliwego życia. Po drugiej stronie zostało wszystko, co kochali – ich dom rodzinny, studnia i drzewko pomarańczowe. Została szkoła, do której chodzili, lusterko, przy którym golił się dziadek, kury  i śmiech. Po tej strony muru rodzeństwo nie potrafi się śmiać:

I próbują się roześmiać najgłośniej, jak potrafią.
Bardzo się starają. Ale brzmi to jak kaszel.

– Przeziębiliście się? – pyta mama.

I robi im herbaty rumiankowej na gardło.

Tutaj dzieci mają tylko pozbawione zieleni i słonecznego światła podwórko i kundelka, którego wszyscy przeganiali („dokładnie tak, jak nas przegoniono” – powiedział Adham). W obecności Kysza Sulafa uśmiecha się (nie śmieje się, ale się uśmiecha). Adham chciałby, żeby siostra była szczęśliwa, dlatego przywozi ją do Kysza na specjalnie skonstruowanym wózku (Sulafa nie może chodzić). Postanawia też spełnić największe marzenie  dziewczynki – przynieść pomarańczę z ich dawnego ogrodu. Ta pomarańcza to symbol ich małej ojczyzny, utraconego szczęścia i wolności. Chłopiec z wielkim poświęceniem zdobywa owoc. Dzieci zakopują pestki pomarańczy w ziemi przy murze i czekają aż wykiełkuje z nich roślinka. Może kiedyś jej korzenie przewrócą mur? Pomarańcza staje się też symbolem nadziei. Kiedy w nocy Adham dzieli się z siostrą wrażeniami z pobytu za murem słyszy, że… Sulafa się śmieje.

Książka została napisana i zilustrowana przez autorów „Czy umiesz gwizdać, Joanno?” i ma z nią wiele wspólnego. Ilustracje są skromne, tekst  powściągliwy, rzeczowy, właściwie pozbawiony emocji, ale całość wywołuje bardzo silne emocje w czytelniku. Obie książki pokazują też piękną, wzruszającą relację (w „Czy umiesz gwizdać, Joanno?” więź między przyszywanym dziadkiem i wnuczkiem, tutaj między rodzeństwem). Relację opartą na czynach, a nie wielkich słowach. Czułą, ale nie czułostkową.

Bardzo cenię książki dla dzieci, które poruszają trudne tematy, zwracają uwagę na ważne problemy, jednak nie traktują fabuły instrumentalnie. Lubię też, kiedy autor tylko dotyka różnych zagadnień, tak aby każde dziecko zrozumiało tyle, na ile jest gotowe i miało przestrzeń na własne przemyślenia.

Mojego starszego syna lektura książki zainspirowała do zgłębienia tematu skomplikowanej sytuacji na Bliskim Wschodzie, konfliktu izraelsko-palestyńskiego i tzw. bariery bezpieczeństwa. Wywołała też rozmowy o  wpływie wielkiej historii na życie zwykłych ludzi.

Chociaż na okładce czytamy, że inspiracją do napisania książki była podróż autorów do Palestyny i my, dorośli, możemy się łatwo domyślić, o jaką konstrukcję chodzi, w książce nie pada ani nazwa muru, ani państw, które ten mur oddziela. Dzięki temu zabiegowi historia zyskuje na uniwersalności, staje się opowieścią o różnych murach między ludźmi. O podziałach, wykluczeniu, dyskryminacji. I  wszystkich tych, którzy przez decyzję podjętą gdzieś na górze zostali zmuszeni do opuszczenia swojego miejsca na ziemi. (Podobny  temat porusza książka „Wysiedleni”).

Dla mojej młodszej córki była to opowieść o braterskiej miłości i tęsknocie za domem.

Ja odczytałam książkę jako historię o przeciwstawianiu się złu dzięki miłości i nadziei, o nowym początku, oswajaniu  nieprzyjaznego miejsca i  sile marzeń. Z radością odkryłam też w książce wątki biblioterapeutyczne. Sulafa czyta i pisze wiersze, które dodają rodzeństwu siły do walki z przeciwnościami losu. Dzięki wierszom dziewczynka może chodzić, a nawet latać.

Rzadko się zdarza, żeby tak niepozorna książeczka mogła być pretekstem do rozmów na tak wiele różnych tematów. Zachęcam więc do poczytania i porozmawiania z dziećmi.

Brak komentarzy