Doris ma dość

Doris ma dość, Pija Lindenbaum (tekst i ilustracje), przekład  Katarzyna Skalska, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2016, ISBN: 978-83-7776-128-1

Doris nigdy nie może dokończyć budowania drogi w piaskownicy. Mama znowu przerywa jej zabawę w najlepszym momencie i każe iść na przyjęcie, a Doris wcale nie chce tam iść, zwłaszcza, że zamiast ukochanego marynarskiego stroju ma włożyć okropną sukienkę. Na dodatek Doris ma odstawić na miejsce rower, chociaż to Egon na nim jeździł. Egon ciągle bierze bez pytania rower Doris. I dlaczego mama pozwoliła Egonowi posypać tort? Przecież Doris miała to zrobić. Dziewczynka czuje się osamotniona, niezrozumiana i niesprawiedliwie traktowana. Ma wrażenie, że nikt nie liczy się z jej potrzebami i uczuciami. W końcu Doris ma dość! Kopie rower, szepcze „głupia mama” i postanawia uciec z domu, żeby dać nauczkę dorosłym, którzy tylko nakazują i zakazują. Niech się o nią martwią, niech rozpaczają!

Chociaż bohaterka nie odchodzi daleko i rodzice nawet nie zdążyli się zorientować, że dziewczynka zniknęła, w swojej dziecięcej wyobraźni przeżywa długą podróż do dalekich krajów. Pełną niebezpiecznych przygód. Przedstawione na ilustracjach włosy, które  rosną, kłębią się, falują, plączą i zmieniają kolor, świetnie oddają emocje bohaterki. Jej złość, rozżalenie i poczucie krzywdy.

Kiedy Doris wraca i widzi, że nikt jej nie szuka, wybucha. Złość daje jej siłę, żeby wyrzucić z siebie wszystko, co leży jej na sercu. Domownicy przepraszają Doris za okropną sukienkę i rower i proponują wspólne dokończenie budowania drogi w piaskownicy.

Pija Lindenbaum jest znana z genialnego pokazywania świata z dziecięcej perspektywy,  portretowania dziecięcych zachowań, sposobu myślenia i przeżywania. W książce „Doris ma dość!” autorka potwierdziła swoją klasę. Dzięki temu mali czytelnicy w pełni utożsamiają się z bohaterką. Dzieci, które też mają często poczucie, że ich problemy są lekceważone, znajdują w historii Doris wsparcie, poprzez dowartościowaniu ich emocji, pokazanie, że mają prawo tak się czuć, że takie emocje są jak najbardziej naturalne, normalne i powszechne (inne dzieci też mają czasem wszystkiego dość i chciałby uciec na koniec świata). Autorka zwraca też uwagę na wartość otwartej rozmowy o naszych potrzebach.

Przy okazji autorka uzmysławia dorosłym, że często nie zauważają albo bagatelizują poważne problemy swoich dzieci. Bo przecież założenie ulubionego marynarskiego stroju to dla kilkulatka często sprawa życia i śmierci.

Również przy okazji książka oswaja  dzieci  z różnymi zjawiskami. Doris mieszka z mamą, jej partnerem Danielem (do którego zwraca się po imieniu) i jego synem Egonem. W domu panuje pełne równouprawnienie (mama prowadzi samochód a Daniel prasuje). Rodzina ma przyjaciół o innej orientacji seksualnej i innym kolorze skóry itd. Autorka pokazuje te zjawiska jako zwykły element rzeczywistości. Bez robienia z nich wielkiego halo i bez żadnego oceniania. Takie uczenie dzieci tolerancji – przez pokazywanie, że świat jest różnorodny, np. istnieją również rodziny patchworkowe – jest w mojej opinii dużym plusem.

Ze zdziwieniem przeczytałam w Internecie opinie, że książka Piji Lindenbaum przemyca szkodliwe dla dzieci treści. Oburzenie niektórych rodziców budziła nie tylko rodzina patchworkowa (nazwana przez nich patologiczną), homoseksualna para (a fuj) i osoby ciemnoskóre (ani chybi jacyś, za przeproszeniem, uchodźcy, albo przynajmniej multikulti), ale nawet fakt, że Daniel prasuje mamie Doris bluzkę (toż to jakiś gender) i to (o zgrozo) prześwitującą! A mama chodzi po domu w samym biustonoszu (olaboga, toż to szczyt nieobyczajności) i ma nieogolone nogi (No jak to tak? Nam to się nigdy nie zdarzyło!). Hmm, chyba czytałam inną „Doris”. Dla mnie to po prostu książka o dziecięcych emocjach. Pięknie pokazująca, że złość nam służy, pomaga chronić nasz dobrostan.

PODOBNE POSTY

Brak komentarzy