Witaj, córeczko!

Witaj, córeczko!, Irena Landau, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2009, ISBN: 978-83-61224-36-5

„Witaj córeczko” to udana próba oddania emocji dziecka, które w przeszłości zostało skrzywdzone przez najbliższych a teraz musi nauczyć  się kochać obcych.

Nastoletnia Marta nie zna swoich rodziców. Ślad po ojcu pozostał tyko w metryce, a matka, która odsiaduje wyrok w więzieniu, zrzekła się praw do córki. Bohaterka  przyzwyczaiła się do domu dziecka, w którym mieszka „od zawsze”, do wszystkich „cioć” i kolegów, a zwłaszcza małego Adasia, który traktuje ją jak starszą siostrę.  Ale w głębi serca dziewczynka marzy o własnym pokoju (koniecznie z bordowym dywanem) i ciągle łudzi się, że mama zostawiła ją na dworcu przypadkowo i wkrótce po Martę przyjedzie (z czekoladkami i rowerem).

Kiedy znajduje się rodzina chcąca zaadoptować dziecko w wieku Marty, wszyscy uważają, że dziewczynka wygrała los na loterii, ale Marta ma mieszane uczucia. Po odrzuceniu przez rodziców bardzo trudno jest odbudować nie tylko zaufanie do ludzi, ale przede wszystkim poczucie własnej wartości.  Dziewczyna nie morze uwierzyć, że państwo  Milewscy naprawdę chcą, żeby to właśnie Marta została ich córką.  Skoro nie chcieli jej nawet rodzice, to dlaczego mieliby zechcieć obcy?

„Pewnie coś takiego we mnie jest, że nie można mnie kochać. Jakaś wada. Nos mam zadarty i nie wymawiam „r”. I sama nie wiem co jeszcze, ale coś na pewno musi być. […] Nie, w tym jest jakiś haczyk. Oni nie mogą mnie lubić, niby za co?”

Im bliżej przeprowadzki do nowego domu, tym więcej obaw budzi się w dziewczynce. Marta podejrzewa, że Milewscy chcą ją przysposobić, bo są za starzy i nie mają szans na adopcję niemowlaka. Jest pewna, że niedługo oddadzą ją do bidula, tak jak się oddaje wadliwy towar do sklepu. W końcu dziewczyna jedzie z nowymi rodzicami do domu, ale ze strachu przed zranieniem i kolejnym zawodem, nie pozwala sobie na emocjonalne zaangażowanie (słowa „mamo” i „tato” nie chcą jej przejść przez gardło).

Uspokoję Was, że happy end nastąpi, ale najpierw musi się jeszcze wiele wydarzyć…

Książka Witaj córeczko dobrze pokazuje, że adoptując dziecko (nawet całkiem małe), adoptujemy też jego korzenie, historię, bagaż doświadczeń i,  czy tego chcemy czy nie, one będą wpływać na dziecko, na nas, i nasze wzajemne relacje. A wzajemne oswajanie się adopcyjnych dzieci i rodziców, budowanie więzi,  wymaga wiele czasu i cierpliwości ale, jak pokazuje historia Marty, warto czekać. Lektura książki może ułatwić obu stronom ten trudny proces.

Tak jak w przypadku „Uszy do góry!” wadą książki jest, w mojej opinii, archaiczny sposób mówienia bohaterów, który tu jeszcze bardziej przeszkadza. Ten niedzisiejszy, ugrzeczniony język zupełnie nie pasuje do współczesnej nastolatki i silnych emocji, które przeżywa. Moim zdaniem osłabia to siłę oddziaływania książki  i utrudnia dzieciom identyfikację z bohaterką.

Książka Ireny Landau otrzymała nominację IBBY do nagrody literackiej Książka Roku 2010.

PODOBNE POSTY

Brak komentarzy